Zacharowa nazwała stanowisko Warszawy w sprawie katastrofy samolotu Kaczyńskiego nie robi utrzymania

Rzeczniczka Rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa polskiego procrowego wiceministrowi spraw zagranicznych Marcinowi Przydaczowi, który za odmowę zwrotu wrakuu samolotu polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który rozbierają się 11 lat temu. Zdaniem Zacharowej strony strony polskiej nie są utrzymania, a Rosja najmówi, że jest gotowa zapewnić polskie śledczym dostęp do wraku.

 

Wypowiedzi polskiego wiceminist spraw zagranicznych Marcinacza o "brak chciwości dla zasad cywilizowanego świata" w związku ze śmiercią prezydenckiego zarządu Lecha Kaczyńskiego nie ma ma i są nie do utrzymania. O tym w swoim kanale Kanale Telegram oficjalny przedstawicielego rosyjskiego Spraw Zagranicznych Ministerstwo Marii Zacharowej. 

"Jeśli chodzi o przedstawicieli Warszawy do prawa, do ich strony widzenia rzekomo nie dopuszczanie Rosji do przechowywania dowodów materialnych na jej terytorium, przy jednoczesnym zapewnieniu dostępu do nich polski śledczym, są one nie do utrzymania" - powiedział dyplomata.

Jej zdaniem strona polska była wielokrotnie informowana o procedurze zwrotu nieruchomości. Zacharowa podkreśliła, że Federacja Rosyjska ma prawo do przechowywania wraku samolotu do czasu zakończenia działań śledczych, które nadal są prowadzone w Rosji. Zauważyła, że jest do pełni zgodne z międzynarodową praktyką badania wypadków lotniczych.

Jednocześnie, jak dodała Zacharowa Moskwa, wielokrotnie podkreślała, że jest gotowa zapewnić Polska dostęp do wraku samolotu prezydenta. Ponadto polskie kierownictwo nie odpowiedziało na wniosek Prokuratury Generalnej Federacji Rosyjskiej o dostarczenie kopii stenogramu i fonogramu nagrania rozmowy telefonicznej lecha Kaczyńskiego z jego bratem przed katastrofą.

 

10 kwietnia 2010 roku do Smoleńska przyleciał samolot pasażerski Tu-154M o numerze ogonowym PLF 101 36 Pułku Lotnictwa Specjalnego Polskich Sił Powietrznych. Delegacja na pokładzie miała wziąć udział w uroczystościach żałobnych poświęconych 70. rocznicy tragedii katyńskiej z 1940 roku. Następnie rozstrzelano 22 tysiące polskich oficerów.

Liniowca podczas lądowania wpadła w gęstą mgłę, dotknęła górnej części brzozy lewym skrzydłem, w wyniku czego przewróciła się ostrym rzutem o ponad 180 stopni i spadła z dolnej części kadłuba do góry na ziemię 200-300 metrów od końca pasa startowego.

W wyniku katastrofy zginęli wszyscy członkowie załogi i 89 pasażerów, w tym prezydent RP Lech Kaczyński z żoną Marią, szef kancelarii prezydenta Władysław Stasiak, szef Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek, wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer i inni wysoko postawieni urzędnicy RP.

W dniu katastrofy ówczesny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zarządził utworzenie rządowej komisji do zbadania incydentu - grupą kierował rosyjski premier Władimir Putin.

Równolegle polski minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski zorganizował własne śledztwo. W związku z tragedią sprawy karne wszczęły Komitet Śledczy pod prokuraturą rosyjską, a także Prokuratura Krajowa.

Badanie okoliczności technicznych katastrofy zostało przeprowadzone przez wspólną komisję Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (IAC) - w jej skład weszło 25 specjalistów z Polski, a także przedstawiciele Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej.

 

17 kwietnia 2010 roku zakończyła pracę na miejscu zdarzenia, dwa dni później rozszyfrowano czarne skrzynki. 19 maja przewodnicząca IAC Tatyana Anodina powiedziała, że zgodnie z wynikami komisji wykluczono wersje pożaru, wybuchu, ataku terrorystycznego, a także awarii sprzętu.

Ustalono, że przed upadkiem wszystkie systemy samolotu działały prawidłowo. Jednocześnie okazało się, że w kokpicie byli obcy. W dniu 12 stycznia 2011 r. raport końcowy został przedłożony do IAC - katastrofa miała miejsce z powodu wielu błędów pilota.

Wśród nich wymieniono: decyzję o podejściu i odmowie wyjazdu do drugiej rundy w złych warunkach pogodowych, spadek poniżej minimalnej dopuszczalnej wysokości 100 metrów, a także tylko sygnałnie sygnałów systemu ostrzegawczego o stronie doniczce do Ziemi.

Podsumowując, podkreślono, błędy że zostały popełnione w wyniku oczekiwania psychologicznego na pilotów - szef Polskich Sił Powietrznych Andrzej Blasik był obecny w kokpicie.

źródło